|
(kliknij
na zdjęcie aby je powiększyć)
Marek
Szymelis, 4.10.2005
Początek szlaków zielonego i niebieskiego znajduje się naprzeciwko
leborskich "frytek". (0km)

Nie
ma wprawdzie informacji dokąd wiodą owe szlaki, jaki jest stopień
trudności czy kto je zbudował, ale dodaje to tylko odkrywczego uroku
dzisiejszej wycieczce. Jadę więc dalej.

Droga
asfaltowa zamienia się w szuter, potem wchodzi w las. Chwilę po
betonowych płytach w okolice lęborskiego cmentarza, dalej lasem,
miejscami nieco piachu ale ogólnie łatwo. Cały czas widać oznaczenia
niebieskiego jak również zielonego szlaku rowerowego obok siebie.
Po
chwili jest pierwszy malutki podjazd.(2,4km)

W
dalszym przebiegu trasa biegnie po płaskim, przecina nieczynną linię
kolejową do Kartuz i schodzi przez łąki do wsi Lubowidz. Tam
rozdzielają się szlaki zielony i niebieski. (4,9km)

Ponieważ
z wcześniejszego rozpoznania wiem że szlak zielony przebiega wzdłuż
jeziora Lubowidz i dalej się kończy, wybieram tym razem niebieski.
Jest
nieco piachu ale da sie jechać, droga wiedzie po (prawie) płaskim
przez pola i lasy w kierunku Rozłazina, omijając tym samym podlęborskie
wzgórza i ciekawe miejsca (szkoda). W pewnym miejscu szlak specjalnie
zbacza w bok, aby zbliżyć się do pokaźnego mostu na nieczynnej linii
kolejowej, obecnie będący atrakcją głównie dla zwolenników ścianek
wspinaczkowych i lin. (8,9km)

Dalej
trasa prowadzi szeroką drogą szutrową na skraju lasu i pól. Trzeba
uważać bo w pewnym momencie jest skręt w lewo (11,0km),
który jest łatwy do przegapienia.

Kilaset metrów dalej szlak przechodzi pod nieczynnymi torami (11,3km),

po
czym wychodzi na pola (12,1km).

Później
jest nawet kawałeczek kocich łbów ale z ubitym gruntem po boku więc
jazda rowerem nie nastręcza trudności. Cały czas jest dość płasko.
Przecinam asfaltówkę do Rozłazina (trzeba uważać na ewentualne pędzące
samochody), dalej w lesie szlak schodzi na jakieś zupełnie boczne leśne
drogi, następnie jest mały zjazd. Na nim za zakretem nieoczekiwanie
szlaban (14,6km),
z nieprzyjemnymi bocznymi rurami. Ciekaw jestem kiedy leśnicy będą na
tyle dojrzali aby obciąć te rury, uniemożliwiające swobodny przejazd
rowerów a nawet przejście pieszych. Takie szlabany widzi się niestety
w całej Polsce.

Po
pokonaniu szlabanu zaczyna się długi choć stosunkowo łagodny
podjazd, co wywołuje lekkie zdziwienie. Dotychczasowa trasa prowadzona
była wszak po najbardziej płaskich drogach. Na końcu podjazdu znak na
drzewie, premia górska nr 1 (16,0km)

A
to ci zaskoczenie :) Potem następuje dłuugi zjazd, na którym zalecam
ostrożność ponieważ grunt jest luźny a prędkości bez hamowania
mogą łatwo przekroczyć 40km/h. Na końcu zjazdu nie za ciekawy
akcent, następny zamknięty szlaban z bocznymi rurami. UWAGA: po bokach
od rur są głębokie rowy których jadąc rowerem właściwie nie widać!
(17,6km)

Kawałeczek
za szlabanem zaczyna się drugi podjazd, nieco trudniejszy niż
pierwszy. Docieram do strefy robót leśnych, droga jest trochę zryta
ciężkimi maszynami ale nie zanadto, da się jechać. Poza tym gałęzie
są całkowicie wyzbierane z drogi, duży plus dla miejscowych leśników!
Podjazd
pod koniec robi się naprawdę sztywny (stromy),

czego
może nie widać na zdjęciu, ale zapewniam że wymaga najniższego przełożenia
i nieco wysiłku. Wprawdzie stromy odcinek nie jest długi, po chwili
jestem na premii górskiej 2 (18,9km)

Zaraz
za nią znowu długi fajny zjazd, wręcz genialny bo kilometrami jedzie
się szybko nie musząc ani hamować ani kręcić. Widoki przypominają
mi nawet Bieszczady, brak tylko tamtejszego mega-błota. I tak docieram
do bocznej płaskiej doliny dochodzącej do doliny Łeby (21,1km)

Spodziewam
się dalszego zjazdu w dolinę ale gdzie tam, szlak skręca w prawo,
ambitnie szukając dalszych górek. Podjazdy prowadzą na następny
szczyt (23,4km),

tym
razem nie widzę znaku premii górskiej. Za szczytem długi długi zjazd
w dolinę Łeby. Prawo-lewo- i prosto do Porzecza, gdzie zatrzymuję się
aby fotnąć Schronisko Łowców Przygód (25,8km).

Zachodzące
słońce pięknie oświetla wzgórza po drugiej stronie doliny.


Zastanawiam
się gdzie szlak będzie przekraczał Łebę. Aha, na śluzie (26,9km)

Po
drugiej stronie ścieżka prowadzi początkowo wzdłuż rzeki która
wygląda jak górski potok z głazami i kamieniami w środku

(Kontynuacja 6.10.05)
Następnie szlak wspina się na przeciwległą stronę
doliny, głównie po niesamowicie szerokiej drodze leśnej, niestety trochę
piaszczystej. Jednakże podjazd jest łagodny.


Na końcu podjazdu - premia górska 4 (29,5km).

Potem jedzie się chwilę po mniej więcej płaskim i następuje
naprawdę długi zjazd po równie szerokiej drodze, lecz wysypanej
mieszanką gruzu i ziemi co tworzy niezłą twardą nawierzchnię. Na końcu
tego zjazdu jest kawałek po piasku, potem szlak skręca w prawo na
łagodny brukowy podjazd (32,6km).

Ten bruk trochę się ciągnie, ze 3 kilometry i droga dochodzi do
jakichś zabudowań, gdzie opuszcza las i przechodzi w żwawy zjazd. Na
końcu którego zaczyna się odcinek asfaltowy (36km).

I tak idzie trasa jakiś odcinek między polami i zabudowaniami, po czym po
pokonaniu dolinki z mostkiem (już znowu na szutrach) jest podjazd częściowo po bruku, w
ostatniej fazie trochę stromszy (37,7km).

Następują dłuższe szutry między polami, trasa często przechodzi obok domostw. Dalej widać znowu las (39,4km).

Przed lasem jest rozwidlenie na którym nie ma oznaczeń. Na nim trzeba
kierować sie w lewo. Droga w lesie jest bynajmniej niepozbawiona wertepów ale
stosunkowo mało piaszczysta. Ten rodzaj nawierzchni wystepuje również
dalej, gdy trasa wychodzi na teren składający się z łąk, poletek i
lasków (41,7km).

Jestem nieco zaniepokojony, bo od jakiegoś czasu nie widać znaków
szlaku ale dostrzegam jeden, wprawdzie na słupie 50m od drogi (42,1km).

Dojeżdżam do rozwidlenia, znak jest dokładnie na środku i bez strzałki, hmm (42,7km).

Eksperymentalnie ustalam, że kontynuacja szlaku jest na lewej odnodze. Dalej droga wije się łagodnymi łukami po polach.

Mijam się z dwoma uśmiechniętymi bikerami, pozdrawiamy się ciepło.
Dalej na polach następuje podjazd i ostry zakręt szlaku w prawo, który
początkowo przegapiam (44,6km),

i dojeżdżam kilometr dalej do jakiejś wsi. Zakręt ma kąt nieco
rozwartych nożyczek więc jest naprawdę łatwy do przegapienia.
Za nim kamienisty zjazd prowadzi prawie na czyjeś podwórko, ale trasa
skręca i posuwa się skrajem lasu w dolinkę. Po przekroczeniu
drewnianego mostka (zdjęcia nie zrobiłem bo jechało się tam szybko),
zaczął się stosunkowo stromy podjazd wysypany luźnymi kamieniami (45,8km),

po czym jechało się drogami szutrowymi, gównie po polach, aż do asfaltu we wsi Przetoczyno (47,3km).

Kontakt z asfaltem jest jednak krótki bo szlak zaraz skręca dalej na
droge polną. Po kilku kilometrach na skrzyżowaniu dróg lesnych droga dociera
do turystycznego szlaku czerwonego. Niestety zaczyna się juz robić
ciemno... Nie zauważam, że na tym skrzyżowaniu należało skręcić w lewo (zresztą nie widzę oznaczeń) i
docieram aż do leśniczówki Wygoda. Wracam i jadę dalej szlakiem. Nad
jeziorem Pałsznik zapada zmierzch (50,1km)

Nieco błądząc koło jeziora Borowo (trasa rowerowa i szlak czerwony
chwilowo odchodzą od siebie), dojeżdżam do Nowego Dworu Wejherowskiego,
jest już ciemno ale robię foto na długim czasie (53,2km).

W Nowym Dworze osiągam kolejny asfalt, nie widać znaków, mogę jechać gruntówką w kierunku Wyspowa

lub szosą. Podejrzewam że szlak idzie nad jezioro Wyspowo i jadę
około kilometra od asfaltu ale nie widać znaków. Zresztą jest ciemno.
Wracam do ostatniego znaku

a potem na asfalt i udaję się do Wejherowa. Prawdopodobnie szlak
schodzi do Weherowa razem z czerwonym. Dokładniej sprawdzę to następnym razem ;)
|